Another one for…

Maciej Sikała

10.Sikala-Another one for

Maciej Sikała,

Maciej Sikała — saksofon tenorowy i sopranowy
Cezary Paciorek — fortepian
Piotr Lemańczyk — kontrabas
Tomasz Sowiński — perkusja

1.Open Six — 7:38
2.Autumn Gifts — 7:19
3.Przemoptak – dedykowane Przemkowi
Dyakowskiemu i Janowi Ptaszynowi Wróblewskiemu — 7:59
4.Marzenie o Marzenie – dedykowane mojej żonie
Marzenie — 6:41
5.Take Pipe — 8:36
6.Little Zuzia – dedykowane mojej córce Zuzannie — 7:44
7.Another One for John — 10:06
8.Marzenie o Marzenie — 1:55

Łączny czas : 58:33

Wszystkie utwory skomponowane przez Macieja Sikałę.

„…jednakże już poza tematem dorzucić muszę, iż imć Pan Maciej jest muzykiem wszechstronnym o różnych, nie tylko Coltrain’owskich obliczach…”
Jan Ptaszyn Wróblewski

Recenzje:

  • Another One For… rec. 1 SŁOWO O PŁYCIE — JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI:
  • Jednego złego słowa na ten album pisnąć nie mogę z dwóch choćby powodów. Primo – Maciuś był łaskaw dedykować mi ( ex aequo ) jeden ze swych jak zwykle trafionych utworów. Secundo – on tak ładnie gra. Nie tylko tutaj ale w ogóle, a ta płyta to jednak twór szczególny, oto bowiem w swych autorskich poczynaniach po raz pierwszy Sikała wychodzi poza Obręb tria. Wprawdzie na trio też złego słowa pisnąć nie pozwolę, ale zdaję sobie sprawę, że to skład bardzo purystyczny, w którym gustują głównie żądni specyficznych brzmień smakosze. Natomiast Sikała już dawno zapracował sobie na zainteresowanie wykraczające poza te kręgi. Instrument harmoniczny automatycznie ułatwi percepcję, ale nie tylko. Dodaje również rozmachu i energii, a w tym przypadku dokooptowanie jedynie Cezarego Paciorka na fortepianie sprawia wrażenie jakby dołożono całą doskonale dopasowaną orkiestrę. Pozwala też na pełniejsze zrealizowanie założonego klimatu – a nie da się ukryć, że nad wszystkim co tu jest grane unosi się duch Johna Coltrane’a. To nie posądzenie o epigonizm, Sikała wziął ze swego mistrza to co najistotniejsze czyli estetykę, a nie poszczególne zagrywki czy tylko brzmieniowe efekty. Muzyka coltrane’owska posiada nieodparte urpki ale też i zastawia niezliczone, skomplikowane pułapki. Aby się w niej swobodnie i rzetelnie poruszać, w dodatku „po swojemu”, trzeba mieć nie lada kiepełę – Sikale udało się znakomicie wydłubać własne miejsce w tym ogromnym obszarze. Ale nie od razu.

    Sikała objawił się lat temu już ponad dwadzieścia na Jazz Juniors i od razu wiadomo było, że narobi sporego zamieszania, pytanie jednak brzmiało: kiedy? Ten moment przyszedł dopiero dziesięć lat po starcie, równo z uformowaniem się Quintessence Eryka Kulma. Tam zresztą doszło do zwąchania tandemu Wojtasik – Sikała, który od tej pory stał się wyróżnikiem, znakiem jakości gwarantującym najwyższe i najzdrowsze walory polskiego jazzu. Tak było i w późniejszym wojtasikowym zespole, w kwintecie i sekstecie Leszka Możdżera, na chopinowskiej płycie Krzysia Herdzina, a żeby nie wszystko było na Wojtasika dorzućmy jeszcze mingusowską płytę Piotra Rodowicza. Maciek zaczął powoli detronizować koronowane głowy w najróżniejszych ankietach i wreszcie przyszła pora, aby stanąć na własnych nogach. Jest to zawsze etap ciężkiej próby, bo nie każdy muzyk, choćby najciekawszy, ma predyspozycje do leaderowania. Pomogła Maćkowi w podjęciu tej decyzji nagroda Programu Trzeciego PR w postaci sesji nagraniowej. Ku zdziwieniu wszystkich zainteresowanych Maciek skromnie postawił na trio, dokooptowując do niego partnerów z innych wcześniejszych sytuacji (Tymon Tymański, Jacek Olter). Potem jednak zorientował się szybko, że aby prowadzić regularne życie koncertowe trzeba mieć do dyspozycji ludzi nie uwikłanych w inne, priorytetowe przedsięwzięcia. Zdecydował się na debiutantów w osobach basisty Piotra Lemańczyka i perkusisty Tomka Sowińskiego, którzy od tej pory, również na tym krążku, zasilają go solidnym ogniem i bezpiecznym rytmem. Nie pytam jak udało mu się wyniuchać taki tandem, bo wiem jak się to robi: wystarczy mieć ucho, wiarę i odwagę.

    I tak doszliśmy do aktualnej sytuacji. Być może ten kwartet to początek kolejnego etapu, a na pewno jeden z największych polskich, postcoltrane’owskich wyczynów, którego słucha się i gładko i z satysfakcją. Już pierwszy „Open Six” buzuje ci krew aby ją zaraz uspokoić przepiękną balladką, a potem na zmiany: wzburzone morze i oliwa wylana na fale. Sam Coltrane by się nie powstydził. Jednakże już poza tematem dorzucić muszę, że imć pan Maciej jest muzykiem wszechstronnym o różnych, nie tylko coltrane’owskich obliczach. Wspomnijmy duet z Leszkiem Dranickim, znaczący udział w Eurojazz Orchestrze, długie lata spędzone w tymonowskiej „Miłości”, czy filharmonicznego „Sinatrę”. Jest i na tym krążku jeden figlarnie odstający utworek. To właśnie „Przemoptak”, za którego, Maćku, serdecznie Ci dziękuję, ale to nie z wdzięczności napisałem wszystko co powyżej.

    JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI

     

  • Another One For… rec. 2
  • Recenzja z portalu muzyka.gery.pl

    Prezentowane ostatnio przez wytwórnię BCD oblicza polskiego jazzu, z którymi miałem do czynienia (mam na myśli «Real Jazz» Ptaszyna-Wróblewskiego, «Domingo’s Tunes» Wojtka Niedzieli oraz «Freep» Piotra Lemańczyka) oscylowały gdzieś pomiędzy klubem, sypialnią i zadziornym wywodem. Przesłuchiwanie każdego z tych krążków przyniosło mi dużo, niczym nieskrępowanej przyjemności. Tym razem przysłuchuję się projektowi Maćka Sikały «Another one for…», gdzie dobrze znany jest mi jedynie basista Piotr Lemańczyk. Czy muzycy, których nazwiska po raz pierwszy widzę w zestawieniu z BCD records pokazują coś nowego na tle innych wydawnictw śląskiej wytwórni i czy sami prezentują cokolwiek ciekawego? Zanim jednoznacznie odpowiem na te pytania, wolałbym przyjrzeć się każdemu utworowi z osobna.

    Płytę otwiera żywiołowo wykonane ‘Open six’ płynące po klawiszach fortepianu (Cezary Paciorek) i skocznie popędzane perkusją (Tomasz Sowiński). Atrakcyjny popis i dynamit — tak chyba najlepiej pokrótce scharakteryzować to co czuję podczas odsłuchu. Z już odpowiednio podwyższonym ciśnieniem oczekuję na pierwsze dźwięki numeru 2 — ‘Autumn gifts’ i… zgodnie z tytułem panuje tu jesienny nastrój: spokój i melancholia. W tym lekko depresyjnym klimacie przechodzę do dedykowanego m.in. Janowi Ptaszynowi Wróblewskiemu ‘Przemoptaka’. Wrażenia? Jak dla mnie za dużo lukru… w końcu nadmiar slodyczy nigdy nie był zdrowy. Kolejny utwór i kolejna dedykacja: ‘Marzenie o Marzenie’ (z dopiskiem: dedykowane mojej żonie Marzenie). O ile w przypadku ‘Autumn gifts’ wspomniałem o odrobinę depresyjnym efekcie, tak tutaj ciężka i posępna atmosfera działa na słuchacza bardziej dosadnie. Rytm leniwy, melodia bardzo wytonowana, ale nie nużąca. Momentami wkracza tu co prawda żywioł w postaci chociażby rytmicznego tempa, ale efekt i tak jest jednoznaczny. ‘Take pipe’ czyli «piątka» oferuje to, czego z całą pewnością zabrakło w ‘Przemoptaku': radość i śmiech, połączone z pewnym nieokiełznaniem, to prawie że strzał w dziesiątkę. Trzecia na tej płycie dedykacja, ‘Little Zuzia’ to ponownie zatrzymanie w miejscu i chwila zadumy, ale za to w jakim stylu! Obrazując… atmosfera czarnych sukien i garniturów, uśpionej metropolii, atłasowych rękawiczek sięgającyh za łokcie i spojrzeń przepełnionych tęsknotą.. dokładnie taki jest numer 6.

    ‘Another one for Jon’ to, jak sugeruje przedmowa, utwór ku pamięci Johna Coltrane’a. Tyle że nie do końca jest to dla mnie zrozumiałe… muzycy mieli na myśli ‘po prostu dedykację’ czy ‘ku pamięci’ z prawdziwego zdarzenia? Mnie wydaje się, że całość jest zwyczajnie niejednolita. Chociaż, przy tak zręcznym wykonaniu, po pierwszej minucie przestałem zwracać na ten drobny szkopuł jakąkolwiek uwagę. Na sam koniec powtórka tematu z «Marzenia o Marzenie» czyli po prostu wytonowany epilog (świetnie dopasowany zabieg).

    Muszę przyznać, że są na tej płycie interesujące elementy — nawet takie, z jakimi nie spotkałem się na wczesniejszych płytach BCD records. Z kolei jakkolwiek nużący by nie był ‘Przemoptak’, w swojej formie oferuje coś sympatycznego. Nastrój rozwijający się z każdką kolejną minutą przesłuchiwania jazzu Maćka Sikały nie pozwala porzucić tej płyty ‘gdzieś po drodze’. Przyjemność z kontaktu z kwartetem czerpałem do samego końca i mimo drobnych potknięć nie jestem zawiedziony. Więcej, więcej, więcej takich płyt !! Po pełnych 58 minutach z ulgą stwierdzam, że są jeszcze ludzie którzy nie zapomnieli, że jazz potrafi być przyjemny i relaksujący.

    Ocena: 5/6

    Autor: Piotr Tkaczyński